marca 08, 2016

7 typów facetów, których spotkasz na siłowni

"Olimpiada się zbliża, nie?" - zagadnął mnie ostatnio tym tekstem starszy pan na siłowni, ćwiczący na maszynie obok mnie. Czy chciał mnie "wyrwać", ale bynajmniej nie jak sztangę, czy dodać nam dwojgu motywacji - chyba nie odkryję tego nigdy. Siłownia to takie intrygujące miejsce, w którym jednym powietrzem oddychają kobiety i mężczyźni. Odkrycia Ameryki tym stwierdzeniem nie dokonałam, dlatego ujmę to inaczej. Połączmy na jednej przestrzeni zdeterminowane do walki o kuszącą sylwetkę kobiety i walczących z mięśniami mężczyzn, by imponować i wyrywać te kuszące laleczki. I co się stanie? Buzująca mieszanka hormonów i feromonów w powietrzu. Nikt się nie zna; wszyscy udają, że nie zwracają na siebie uwagi. Każdy jednak się widzi. Wpływ męskich okazów siły na psychikę kobiecych duszyczek kwitnie, i dzieje się także odwrotnie.

Zostawmy tę kwiecistą mowę we wprowadzeniu i zabierzmy się za porządny kawał mięcha, czyli za mężczyzn.  Poplotkujmy lub - jak to się mówi w inteligenckich kręgach  - powymieniajmy doświadczenia. Będzie dziś osobiście, ale nie wyobrażam sobie, bym na ten temat nie powiedziała, czegoś przepełnionego anegdotami i historiami. Umówmy się, faceci są różni. Nie da wie wszystkich wrzucać do jednego worka i dobrze, że każdy jest inny. Ćwiczę już nie jeden rok, żeby nie powiedzieć, że kilka ładnych się już na zbierało. Aż czuję się stara... Nie jeno już widziałam, nie jedno mnie śmieszyło, nie jest imponowało. Na palcu widnieje mi piękny krystaliczny pierścionek, więc skoro podboje dawno za mną, to mogę podjąć ten nawracający temat, co kilka treningów na siłowni.

#7
Za każdym razem znajdzie się taki brylujący men, który przyciąga wzrok innych. Kiedyś mi imponowali. Teraz już kompletnie nie wiem dlaczego.  Dyszy taki, jęczy, napina się, pręży muskuły, czerwienieje i wydaje okrzyki przy podnoszeniu sztangi roznoszące się na cały klub. Nie da się nie zwrócić na niego uwagi. Z czasem nabrałam wątpliwości, czy to wszystko jest poprawne i tak właśnie powinno być. Nie jestem pewna, że taki ciężki oddech i sinienie po twarzy nie oznacza, że wziął na swoje barki za dużo...  Ciśnie się uśmiech na twarzy mimo wszystko i trudno go pohamować. 

Pamiętam, byłam już w tedy dawno zaangażowania sprawy sercowe o kimś, kto do dziś chwyta moje serce. Nikogo więcej więc nie poszukiwałam. Moje godziny treningów były kompletnie nie stałe. Z nudów, stęskniona za swoim mężczyzną rzucałam się w wir treningów siłowych. Rzucałam razu pewnego do kosza, jako moje kardio po treningu. Jeden dwutakt, drugi, dwudziesty, czterdziesty. Wreszcie musisz czymś to urozmaicić - piwoty, z pół dystansu, jump shot i takie tam. Namierzył mnie jeden kasanowa, z kieszeniami pełnymi komplementów patrząc na dwutakt z obrotem. Wzruszyłam ramiona, pogadać zawsze można i tak mój number one, dawno siedzi na miłosnym tronie w mojej głowie. Zaskoczyło mnie podejście nowego śmiałka - odważne i niczym nie skrępowane. Stwierdził, że w koszykówkę grać nie umie. Nie zna się, grał dwa, trzy razy w życiu, idzie mu kiepsko, ale mogę go czegoś nauczyć, więc się przyłączy. I jak postanowił tak też zrobił. Zdziwiło mnie wtedy dużo rzeczy. Przede wszystkim: mnie męska odwaga - mimo, iż nie mężczyźni nie czują się w temacie pewnie, pełno jest przeciwwskazań, to i tak szukają sposobu, by... no właśnie: zaimponować, zaistnieć?

#6
Taka sytuacja. Nieco dawniej zdarzyła mi się też inna sytuacja, gdy w ciszy rozciągałam się po zakończonym treningu. Uspakajam tętno, rozciągam mięśnie, relaksuję się, trwam w skłonach. A tu nagle: "Ach! Łup! Hy! Lewy! Prawy! Hy! Mocniej! Tak! Aaa! Hy!". I na koniec zrezygnowane: "Nie wyszło." Obok mnie toczył się trening boksu. Komicznie wyglądał podopieczny - taki mały chłopiec jakby w za dużym ciele. Pewny, a zarazem kompletnie rozbity. Z tyłu głowy jakieś marzenia, wizja siebie, a na twarzy przerażenie. Dziwiło mnie to. Jeszcze lepiej prezentował się jego trener. W dodatku w kolorowych ortalionowych portkach lśniących jak mój nowy czerwony lakier do paznokci - portkach o rozmiarze pantalonów do spania. Miał też do kompletu uroczą narzutkę, zawiązaną tylko jednym wątłym sznureczkiem na rozbudowanym mięśniu piwnym. Dziwiłam się, bo znam więcej trenerów, którzy nie kształcą dość skutecznie swojej sylwetki, tylko pielęgnują ładny... skalniak na brzuchu. Siłownia to takie miejsce spotkania różnorodności. Gdzie nie zawsze wizerunek idzie w parze z tym, co jest "w środku". Czujecie już klimat? To jedziemy dalej.

#5
To w końcu patrzy czy nie?
Przez ten cały czas mojego ćwiczenia na siłowni, o facetach zebrałoby się tyle opowieści, że starczyłyby na niejeden odcinek serialu. (O kobietach też). Jak już kiedyś wspomniałam, jest jeden fakt na siłowni: nikt na siebie nie patrzy oficjalnie, ale wszyscy i tak patrzą na siebie. Paradoks. Jak to działa? Nawet treningowym zapaleńcom szalejącym za ćwiczeniami dzień i noc, tak jak ja, zdarzają się chwile słabości. W dodatku trzeba się jakoś poruszać na siłowni - spojrzysz czy wolny jest atlas, a jak nie to sory memory, musisz czekać. Siłą rzeczy widzisz kogoś i automatycznie też dociera do Ciebie, czy ktoś tam naparza czy tylko siedzi. No przecież nie pójdę z zamkniętymi oczami!

Druga sytuacja. Niby nikt na nikogo nie zwraca uwagi, ale jak biegnie się na tej bieżni już któryś kwadrans to krew może zalać z nudy. Jakby mi za każdym razem na telewizorze puścili mecz koszykówki to jak w transie przebiegnę, ile chcecie i oddam się orbitrekowi bez spojrzenia na rozwiązaną sznurówkę. No, ale jak leci tylko polityka a kogoś to nie interesuje, seriale bez głosu (to akurat mnie nie interesuje nawet z głosem), czy wiedeoklipy, których obraz ni hu hu ma się do muzyki lecącej z głośników... Gdzieś trzeba popatrzeć. A tu ładne najeczki, a tu ładny uśmiech, a tu komuś smutno... to jak tutaj poradzić sobie z rozbieganymi oczami?

#4
Teraz idziemy level wyżej.
Nie da się ukryć, że są też tacy, którzy nie pogardzą odrobiną adrenaliny do zaimponowania. Pozerzy. Brylanty dla oczu. Od razu bierze mnie śmiech, jak tylko to widzę. Gdy masz za sobą setki treningów i ktoś obok ćwiczy dla imponowania dziewczynie czy dla podrywu to po prostu to wiesz i widzisz. Flirty, przechwałki. Zasłyszane siłą rzeczy rozmowy, aż same napinają moje mięśnie twarzy do szerokiego uśmiechu. Aż mi głupio, no bo każdy mógłby się zapytać, dlaczego tak suszę zęby...

#3
Niedzielni-mięśniacy.
Takie mam skojarzenia z tą grupą facetów. Takie mimowolne skojarzenie z grupą "niedzielnych kierowców". W jaki sposób poznaję? Będzie to moją słodką tajemnicą, pewnie i Wy macie swoje spostrzeżenia, jeśli też ćwiczycie na siłowni. Powiem tylko, że widok zazdrosnych oczu niedzielnego-mięsniaka patrzącego z konsternacją na skupionego na wyciskaniu na maszynie kulturystę - bezcenny. Jego spięcie, że jeszcze tyle powtórzeń przed nim, a już się zmęczył - bezcenne. Jak siedzi i odpoczywa, i dalej siedzi i czeka - bezcenne. Wreszcie widok, gdy odchodzi zrezygnowany - wisieńka na torcie. To przykre trochę i łączę się zawsze empatycznie z takimi ludźmi. Jednorazowo mam podobnie kiedy wracam na siłownię po długiej, długiej przerwie i mam słabą formę. Jednak czuć się, jakby się zaczynało za każdym razem to musi być gorzkie, męczące i demobilizujące. Czasami rzeczywiście mam wrażenie, że niektórzy ludzie przyszli na siłownię tylko po to, by pooddychać powietrzem z siłowni...

#2
Dopasowani do pary
Tacy budzą chyba najwięcej zazdrości okolicznych kobiet. Taki mężczyzna przychodzi z partnerką, w głowie ma ułożony plan treningowy dla obydwu. Widzisz, że on i ona ćwiczą nie pierwszą i nie drugą niedzielę, lecz kolejny rok z rzędu i nie zamierzają przestać. Jadą ostro z ćwiczeniami, po drodze trochę podyskutują. Pomagają sobie, powspierają, pożartują. Widać, że facet zna się na rzeczy i świetnie prowadzi partnerkę, a dziewczyna jest wspaniałym towarzyszem niejednego ciężkiego treningu. Taki men to prawdziwy skarb! Jak tak patrzę po bladych twarzach obserwujących ukradkiem, to widzę, że świetnie ćwiczący facet do pary budzi zazdrość, oj budzi. Moją akurat nie, bo sama mam w domu skromnego i przystojnego Achillesa, tyle że maniaka ćwiczeń w domowej siłowni, kompletowanej przez wiele lat. Raduje i śmieszy mnie fakt, że gdyby mój mężczyzna ze mną wreszcie pofatygował się na ogólnodostępną siłownię, pewnie musiałabym robić za bodyguarda przed "chętnymi" spojrzeniami kobiet. :)

#1
Pasjonaci pilnie poszukiwani...
Są takie dni na siłowni, kiedy widząc tych wszystkich ludzi w zasięgu wzroku, duszę się testosteronem i mówię sobie "To już przesada! Tutaj metr kwadratowy zaludnienia wysportowanymi i umięśnionymi mężczyznami przekracza wszelkie granice!" Ale zaraz sobie myślę - ile osób na całej siłowni ćwiczy dla siebie, z zamiłowania? Pytanie retoryczne. Nie wszyscy są niedzielnymi-kulturystami i brylantami dla oczu. Ile osób na sali świadomie skupia się na świadomości swoich mięśni, obmyśla trening dla konkretnych partii mięśniowych w rozsądny sposób? Ile mężczyzn nie wcina fast foodów, by pójść na przygotowany przed siebie zbilansowany obiad? Ilu spośród nich rozwija się studiując, pracując intelektualnie, spędzając czas na rozwijaniu inteligencji? Ilu powie Ci coś sensownego i potrafi wnikliwie analizować sytuacje i wie coś o życiu? Garstka. To kolejna grupa osób, najbardziej tajemniczych, skupionych na treningu. Nigdy się do ciebie nie odezwą, nie zagadają. Po prostu robią swoje i do domu. To prawda, wielu odstawia szopkę. Pozostali to prawdziwi pasjonaci.

Co Ty sądzisz, na temat osób, które ćwiczą na siłowni? Spotykasz się z jakimiś stereotypami i uprzedzeniami? Czy są potwierdzane czy obalane? Masz jakieś ciekawe wnioski, obserwacje? Coś, jakieś zjawisko lub może właśnie ktoś przykuł Twoją uwagę podczas ćwiczeń na siłowni?
 

21 komentarzy:

  1. Zwykle chodziłąm na siłownię z moim mężczyzną i muszę przyznać, że poświęcał mi o wiele wiecej uwagi niż bym sobie życzyła. Co chwila dostawałam jakąś fachową poradę, co teraz powinnam robić, gdzie się przesiąść. Problem w tym, że jestem taka zosia-samosia i źle toleruję nieproszone rady, a on z kolei kocha doradzać w każdej materii. Tak się fajnie dobraliśmy, by doskonalić swoją życiową postawę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to fajnego masz partnera. Tak nawiasem mówiąc, często dziewczyny zazdroszczą ćwiczącego i znającego się na rzeczy faceta, bo i pożytecznie i świetnie dobrani :) Mimo wszystko, niezłe z nas szczęściary ;)

      Usuń
  2. Najgorsi to tacy napaleńcy co tylko na dupska lasek patrzą i się ślinią. Dodatkowo popisują, błeh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, rzeczywiście trafnie obstawiłaś tych "najgorszych" :)

      Usuń
  3. eeeee ja niedoświadczona, na siłce nigdy nie byłam, ćwiczę w domowym zaciszu i jak na razie to mi najbardziej odpowiada- ale jestem ciekawa czy zwróciłabym w ogóle uwagę na zachowanie facetów na siłce- ogólnie już od prawie 6 lat zwracam uwagę tylko na jednego:) inny facet musi się baardzo głupio zachowywać żebym w ogóle na niego spojrzała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też swoje serce oddałam od kilku lat jednemu mężczyźnie, więc nieco bardziej z ukosa i z dystansem patrzę na wszystkich innych "poszukujących". W dodatku, trochę rozumiem ich desperację - też kiedyś byłam poszukując. Kiedy dałam sobie spokój, nagle odnalazłam miłość ;)

      Usuń
  4. Dlatego cieszę się, że są klubu fitness i siłownie wyłącznie dla kobiet. Sama do takiej chodzę i komfort treningu jest ogromny. Zwłaszcza jak ma się "lekką" nadwagę i charakter przejmującej się wszystkim osóbki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, też słyszałam o siłowniach wyłącznie dla kobiet lub wyłącznie dla mężczyzn. To masz szczęście! :) Grunt to czuć się komfortowo :>

      Usuń
    2. No i nie trzeba się stroić :D aż tak :D

      Usuń
  5. No powiem Ci, że ostro pocisnęłaś Panów ;) Ja co prawda dopiero na siłownię wracam, ale na razie widzę jednak większość Panów skupionych na sobie i swoim treningu. Tylko to pewnie też wszystko zależy od tego, o której godzinie na tej siłowni się ćwiczy. Bo jak o 13 w klubie jest 5-6 osób, to raczej nikt tam nie przyszedł wyrywać, ale właśnie poćwiczyć w ciszy i spokoju. Zresztą, w trakcie treningu jestem tak zajęta własnymi myślami, do tego nałożone słuchawki i muzyka tyruryru w uszach gra, to nie absorbuje tak intensywnie bodźców z zewnątrz. Ale jestem pewna, że za rok będę mieć więcej przemyśleń w tej kwestii :D
    Zresztą, anegdotkę też już mam! Ćwiczę sobie na maszynie plecy, z takim ciężarem dość dużym, ale sina z wysiłku raczej nie byłam. Plecy mam silne, więc może ciężar mały też nie był. W każdym razie idzie sobie Pan, widzi mnie, dopinguje, a potem spojrzał na ciężar i takie: "wow" mu się wymsknęło. Chyba zgasiłam Pana nieco, bo już potem nie dopingował :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zamierzeniem było raczej uwypuklić różnice i docenić tych, którym te docenienie się faktycznie należy. :) Taki wysuwam wniosek, że jest spora grupa tych, którzy naprawdę ćwiczą i tak jak Ty mówisz, (i kobiety i mężczyźni) "wyłączają się" od bodźców z zewnątrz, nie poszukują, nie zwracają zbytniej uwagi na nikogo, po prostu "robią swoje" i wracają do domu, jak to ujęłam. :) Też jestem zawsze zaabsorbowana swoim treningiem, liczeniem ilości powtórzeń. Zamyślam się i jestem "w swoim świecie", więc pan ze wstępu zagadując mnie o olimpiadę, na prawdę mnie zaskoczył.

      Usuń
  6. W szkole średniej jakies pół roku chodziliśmy na silownię, w ramach wf
    no nie mogłam, bo tez miałam takich 2-3 stękających panów, podnosili, jęczeli i robili się wręcz buraczkowi na twarzach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, nawet Ty masz podobne spostrzeżenia. Stąd wniosek: nie trzeba mieć niebotycznej praktyki na siłowni, by z takimi rzeczami się zetknąć :P

      Usuń
  7. Ja się właśnie staram na nikogo nie patrzeć, ale czasem się zdarzy, to najgorzej jak się trafią ci co tylko tyłki dziewczyn obczajają :( dlatego wolę się skupić na sobie tylko :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martwi mnie to, kolejna osoba mówi nam, że mężczyźni na siłowni zwracają uwagę i podglądają kobiece pupy. To trochę "osłabiające", że Ty również tego doświadczyłaś :(

      Usuń
  8. Swietnie napisane!! POWIEM ci że ja najbardziej tego obawiam sie na siłowni chodziłam kiedyś i spotykałam się niestety takimi typkami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo :* No właśnie, a ja jak ta biała kartka, bez założeń kiedyś poszłam na siłownię i dopiero się naoglądałam...

      Usuń
  9. Z tego co zrozumiałem, nie ma normalnych facetów na siłowni... zawsze znajdzie się jakaś szufladka. Dlatego przerzuciłem się na sporty na świeżym powietrzu. Uważam, że po za pozerstwem, to chyba każdy ma prawo ćwiczyć i jeśli sprawia mu to przyjemność ma prawo wykonywać to jak chce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest jeszcze jedno. Faceci na siłowni często pytają, czy w czymś pomóc, pomimo tego, że widzą jak dobrze sobie radzisz. Tak jak pisałaś na początku, chcą zaimponować, zostać zauważeni. Ale dziewczyny też potrafią odstawiać niezłe cyrki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na siłowni jak w życiu - występują różne gatunki panów ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie potrafię się jakoś przełamać do siłowni - głównie przez to, że jestem mało doświadczona i nie lubię, jak ktoś na mnie patrzy -.-

    Pozdrawiam, Tak Po Prostu BLOG :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP