stycznia 28, 2016

Moja druga rodzina jest na sali fitness

Zauważyłam, że coraz częściej, gdzie się pojawię na zajęciach fitness mam nowych znajomych. Mam swoistych towarzyszy niedoli w ćwiczeniach, współtowarzyszy potu, wysiłku. Znajomych od zmęczenia i braku sił. Znajomych, z którymi tańczę zumbę, liczę powtórzenia i wyciskam ramię w ramię sztangi.  Oczywiście, nie chodzi mi o podbijanie liczby znajomych na Facebooku, tylko o tych realnych znajomych, którzy niejednokrotnie nawet nie odwiedzili mojego społecznościowego profilu. Spotykam się z nimi wyłącznie w klubie fitness, z dala od wirtualnych kliknięć w mediach społecznościowych. I wiecie co? To sobie cenię. Choć... lajkiem nie pogardzę, jakby co. Dziś opowiem o tym, co sprawia, że kobiety na na sali fitness czują się, jak wśród rodziny. Dlaczego tak otwarcie mówimy o problemach? Dlaczego warto poszukiwać takich relacji.

Kim jesteśmy, że trenujemy tak zażarcie? Kim jesteśmy, że lubimy zbierać się w grupy i rozmawiać o treningach? Kobietaaaami! 
Nie masz też tak? Gromadzimy się przed zajęciami w kołach i w silnych emocjach gadamy o ćwiczeniach, wadze, układach choreograficznych i o tym, kiedy kto się z radością pomylił. Przyznaję się, czasem nawet doprowadzamy do opóźnienia rozpoczęcia treningu, by z uśmiechami wejść w rozgrzewkowy step touch. Wiesz jak to jest? I mówię serio - nawet jako instruktor tańca, zdarzyło mi się później rozpocząć, bo towarzystwo się tak rozgadało. No po prostu się inaczej nie da. Moje klientki mają ogromną potrzebę rozmowy. 

Wspólny cel!
Według mojego doświadczenia, kobiety na sali fitness łączy wspólny cel. Dbałość o sylwetkę jednoczy i pojednuje. W tym zawiera się też walka o zrzucenie kilogramów (paradoksalnie, dotyczy to nawet tych już szczupłych). Kobiety zjawiskowo akceptują się na sali fitness i nie ważne, czy obok mnie ktoś jest gruby czy szczuplejszy ode mnie - nie stanowi konkurencji. W znakomitej większości, spotykamy się tylko na sali fitness, a zazwyczaj już nie mamy okazji zobaczyć danej osoby w innym miejscu, w pracy czy na basenie. Każda dąży do niemal tego samego, więc czemu się nie powspierać?

Wszyscy mamy głupie miny!
Wyobraź sobie więc, że jesteś w grupie kobiet, gdzie wszystkie dążycie do tego samego. Każda robi te same ćwiczenia. Każda z Was się poci i każda głupio wygląda w pozycji żaby podczas jogi czy stretchingu. To daje pewien komfort. Wiesz, że nikt obcy, kto nie wie, jak to jest ćwiczyć tyle squatów pod rząd, nie będzie na to patrzył. W efekcie możesz poczuć się swojsko i się wyluzować. Możesz poczuć się intymnie i mniej skrępowana. W dodatku wspólnota doświadczeń, jakim jest dzielenie wysiłków dodatkowo jednoczy i integruje.

Powiedz mi, jakie treningi odbyłeś, a powiem Ci jakim jesteś człowiekiem...
Jako kobiety, lepiej od mężczyzn - wybaczcie ukochani panowie - mamy rozwinięte potrzeby kontaktów społecznych i wrażliwość na niuanse podczas kontaktów z ludźmi. To czyni nas wspaniałymi opiekunkami i towarzyszkami życia, ale i osobami, które świetnie uczą się od innych ludzi. Uczymy się na doświadczeniach i historiach ludzi. Dlatego uwielbiamy tak bardzo seriale. Uwielbiamy też dzielić się z innymi doświadczeniami i zdobywać je poprzez rozmowy. Rozmowa to świetna okazja do poszukiwania rozwiązań problemów podczas treningów i wymianę sposobów na szybką regenerację. Właśnie taka też jestem. Ciekawią mnie zawsze wrażenia innych ludzi po HIIT, 6 Wejdera, czy jodze.

public-domain-image.com

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a z rodziną na fitnessie - najlepiej w lustrze!
Kto nigdy nie podpatrywał na zajęciach osób ćwiczących obok? Niech, jak w piosence, rzuci pierwszy kamień, albo pierwszy podniesie rękę, pierwszy skomentuje ten post - whatever. No chyba nie ma takich osób, moim zdaniem, które nigdy na nikogo się nie zapatrzyły. Sorry, ale nawet gdy wychodzę z roli prowadzącej zajęcia, podglądam osoby ćwiczące obok. Jak nie zawsze, to często, czasem, lub no po prostu zdarza się. To proste. Choć może źródła tego powinnam dopatrywać się w nawyku instruktorskim. Nie wiem. Jeśli tak, to poprawcie mnie. Po prostu nie ćwiczę w próżni. Nawet na zumbie jako uczestnik sprawdzam, jak uniknąć błędów podczas ćwiczenia, podglądam technikę, podziwiam lub podpatruję kroki w choreografii, patrzę jak ładnie nam wszystkim wychodzi. 

W rodzinie jest tak samo!
Dobrze jest, kiedy obserwacje przechodzą w czyny. Kiedy widzę inną instruktorkę zumby fitness staram się podejść do niej i zagadać. Zawsze możemy wymienić się wrażeniami z zajęć, doświadczeniem, muzyką i zmotywować do przyjścia na maraton. Osoby podglądane pytam o znajomość kroków, komplementujemy się, pytam skąd to wszystko umieją i pytam o rady, w razie czego proszę o pomoc. Dzięki temu się rozwijam. W rodzinie jest tak samo! Nie masz tak? Pamiętam, jak podglądałam jak babcia smaży kotlety, a mama robi sałatkę. Prosiłam o pomoc, gdy miałam problem z zadaniem w szkole i prosiłam o towarzystwo, gdy nie miałam z kim pograć w badmintona i koszykówkę.

Powiedz do mnie, choć słówko...
Uważam, że kiepsko zamykać się, po treningu zabrać ręcznik i w ciszy iść do szatni. Lipa! Choć przyznam, że nieraz żałuję, że kogoś nie zagadnęłam. Zazwyczaj były to osoby, które czymś mi zaimponowały, czy jak mówią kabareciarze "zaimponiły", ale już więcej ich nie spotkałam. Pewnie to też dla tego, że mam zmienne godzinny własnych treningów. Ćwiczę sama w dwóch różnych klubach, do tego prowadzę zajęcia w dodatkowych kilku miejscach.

Intymne sytuacje
Dlatego myślę, że warto ze sobą porozmawiać, wymienić doświadczeniem i nawet skomplementować, ładną sportową bluzkę. To daje poczucie miłej i ciepłej atmosfery. Jeśli ćwiczysz w małym klubie na pewno masz to jak w banku, wszyscy się znają i widują dość często. Jeśli w dużym - może Ci tego brakuje. To taki mały problemy dużych sieciówek - tyle ludzi się przetacza, że można nie zdążyć się zaprzyjaźnić. 

Swoją drogą, potrzeba dobrej atmosfery powinna być większa tam, gdzie kobiety chadzają pod prysznic eksponując swoje piersi i pokazując swoje stringi. Wydaje się, że potrzeba wielkiej odwagi i czuć się bardzo intymnie i rozluźnionym, by to zrobić. Choć może to właśnie anonimowość wyzwala... Sama pewnie nie odważyłabym się na pokazanie bez biustonosza wśród obcych kobiet...

A Ty co sądzisz? Napisz mi koniecznie w komentarzu swoje odczucia na temat rodzinnej atmosfery w klubach fitness. Jak Ci się ćwiczy w takim gronie kobiet? Czy rodzinna atmosfera pomaga Ci czy wręcz przeszkadza?

16 komentarzy:

  1. Ja będę pierwsza, ale nie rzucę kamieniem czy sztangą.
    Powiem szczerze, że nie patrzyłam na panie ćwiczące obok w ten sposób. Może dobrze, że o tym mówisz i następnym razem, z którąś nawiąże kontakt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że odważyłaś się być pierwszą "nierzucającą". Pomysł ze sztangą genialny! :) Mam nadzieję, że zainspirowałam Cię pozytywnie do zagadywania i nawiązywania przyjaźni na fitnessie.

      Usuń
  2. jestem doosyc niesmiala i trudno nawiazuje nowe kontakty. Ale czasami ktos do mnie zagadal przed cwiczeniami lub po. Zazwyczaj sa to nowi. Sama raczej staram sie trzymac moje emocje pod kontrola. Ale rzeczywiscie gdy trenerka nas szczegolnie wymeczyla lub czyms denerwowala to mamy krotki temat do plotek w szatni i wtedy tez sie dolaczam. Czetnie nawiazalabym z Kims kontakt, ale poki co nie udalo mi sie to. Znam sporo osob tylko z widzenia, widzimy sie potem przypadkowo na miesice, czy w sklepie, ale konczy sie tylko na krotkim "czesc". juz calkowicie stracilam nadzieje, ze poznam w fitnessclubie jakas bratnia dusze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomnialam dodac: na pewne zajecia chodza grupki, ktore znaja sie od dziecka lub sa sasiadami i sa zupelnie odizolowani od reszty, wysylajac znaki: to jestesmy MY- nasza GRUPA. Troche mnie to denerwuje i nie lubie tych zajec. Po czesci z zazdrosci, ze sama nie naleze do takiej grupki, a troche ze zlosci, ze sie izoluja od reszty :(

      Usuń
    2. P.S. co do golizyny u nas to normalne, ze po ciwczeniach paradujemy nago przed zupelnie nieznanymi nam kobietami. Pod prysznicem to samo. nikt sie nie krepuje. Balsamowanie, nacieranie olejkami po kapieli - zadna nowosc. jest to tak naturalne jak umycie zebow. Ogolnie nikt nie zwaraca na nikogo uwagi. Czuje sie zupelnie nieobserwowana :) na poczatku bylo to troche dziwne, ale skoro wszyscy sie rozbieraja, myja a potem ubieraja - robie tak samo :)

      Usuń
    3. Dziękuję Ci bardzo za tak rozbudowaną wypowiedź i komentarze. To rzeczywiście ciekawe, co mówisz. Wynika z tego to, że chodzi na zajęcia wielu introwertyków i wielu ludzi, którzy przychodzą "zrobić swoje" i tyle. Wcale się nie dziwię, że przybrałaś taką postawę, skoro odebrałaś taki przykład hermetycznych grup. Spotkałam takie chyba jedynie na zumbie, gdzie ludzie mili tak duże wspólne i razem przeżycia, wielu maratonów i czuli się "trzonem" grupy, że nie zważali na to, czy kogoś to tej grupy innego przyjąć. Problem polega wtedy, kiedy instruktorka sama czuje się identyfikowana z tą grupą i nie zwraca uwagi na resztę osób. Podobną sytuację u innej prowadzącej kiedyś zaobserwowałam. Smutne. Choć zdarza się.

      Co do chodzenia nago... Pokazałaś mi nieznane mi dotąd kompletnie zdanie. Jakoś lubię swoją intymność zostawiać dla Ukochanego i chyba mi trudno się z tym przełamać. Ciekawi mnie, dlaczego nie masz skrępowania. Argument, że inni też tak robią... jest pewnie bardzo dobrym argumentem i przekonałaś mnie. Chociaż trudno mi to sobie jakoś wyobrazić. Może w pustym klubie...

      Usuń
  3. Muszę powiedzieć, że idealnie trafiłaś z postem w temat i nigdzie jeszcze się z takim nie spotkałam, a Twoje spostrzeżenia są bardzo cenne :) Ja co prawda chodzę na trening funkcjonalny/crossfit, gdzie oprócz pań jest też dużo panów, ale ta rodzinna atmosfera i tak wisi w powietrzu. Gadamy przed treningiem, gadamy po treningu, gadamy nawet w trakcie, w przerwach między seriami, kiedy urywany oddech na to pozwala. Motywujemy się, ścigamy ze sobą i dobrze bawimy. Na trening idę z prawdziwą przyjemnością, wiedząc, że nie tylko poćwiczę, ale też spotkam się z ludźmi, którzy dokładnie rozumieją to, co robię. Którzy na drugi dzień mają tak samo duże zakwasy jak ja ^^ uwielbiam tą specyficzna atmosferę i tą naszą nić porozumienia. Aż się uśmiecham na myśl o tym, kiedy piszę ten komentarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że okrzyknęłaś mnie oryginalną z wystrzeleniem tego postu. Powiem szczerze: napisanie go było spontaniczne i jakoś samo wypłynęło ze mnie. Tak czułam, tak napisałam. Cieszę się, że masz podobnie i Twój komentarz w tym temacie tętni pozytywnym nastawieniem :)
      Miłego zatem treningu!

      Usuń
  4. wynika to chyba z tego, ze Niemcy sa tak nauczeni. Nagosc nie sprawia im problemu. Gdy zaczelam chodzic do fintessclubu bylam troche skrepowana, ale tak jest. WSZYSCY sie rozbierja, Ida pod prysznic - bez zaslonek, myja, wycieraja, balsamuja i ubieraja. Nikt sie nie krepuje. Zarowno panie otyle, ajk i wychudzone anorektyczki. Zostalam postawiona przed faktem dokonanym w szatni z kobietami, gdzie jest to normalne, po prostu zachowujesz sie jak reszta. mysle, ze nauczylo mnie to tez pewnosci siebie oraz zdrowego podejscia do swojego ciala. Ciala kobiece sa przerozne, i prawie zadne nie jest idealne. Jesli kobieta z ogromna nadwaga rozbiera sie i myje wsrod reszty jak mozna sie wstydzic soich malych faldek , czy celulitu. Naprawde nikt nie zwaraca na to uwagi i przenigdy nie zauwazylam aby mnie ktos "obserwowal". Przemilcze juz saune "mieszana", gdzie Terz wszyscy sa nago i panie i panowie. Tutaj tez kompletny luz. Chyba to lezy w naturze Niemcow. I po prostu moj za "szeroki" tylek mnie nie martwi, bo wiem, ze tutaj to nikogo, ale naprawde to nikgo nie obchodzi.
    Tak samo jest na plazy. Ja ide tam juz w Bikini pod moim ubraniem, a co robia Niemcy? Przychodza na plaze i dopiero na niej przebieraja sie w kostiumy kapielowe, a gdy Ida do domu znowu sie przebieraja w "normalna" bielizne. niektorzy robia to bardziej dyskretnie pod recznikiem, inni wcale sie przejmuja i paraduja golym tylkiem. Tak jak mowilam, tutaj to normalne i lezy chyba w ich naturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohoho! Zapomniałam, że mieszkasz w Niemczech. Podobnie zachowują się Francuzki. Też zdejmują biustonosze na osiedlowych plażach. Ale prysznic bez zasłonek - hardcore. Głupio by mi było pokazywać, "gdzie" się myję, czyli mycie pupy. I przebieranki na plaży! Bomba! :) Wreszcie człowiek nie miałby mokrej sukienki od biustonosza. Raz mi się takie coś przytrafiło na plaży w Saint-Tropez. Poszliśmy potem do miasta, a ja na biuście dwa zielone mokre krążki.

      Swoją drogą budowanie pewności siebie w ten sposób w klubie fitness jest bardzo intrygujące i... jako terapia szokowa zapewne dla wielu osób to ostatnia lekcja oswojenia się ze swoim ciałem i pozbycia się kompleksów. Na pewno zapamiętam Twoją historię na długo.

      Usuń
  5. Ja wyszłam z założenia, że powinniśmy poznawać ludzi, nie ważne gdzie i sala fitness także jest do tego odpowiednia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre założenie. Trochę rzadko spotykane i z tego powodu odrobinę "zasniedziałe", ale mnie się podoba. W pełni popieram. :)

      Usuń
  6. ja uwielbiam poznawac nowych ludzi szczegolnie takich z ktorymi mam wspolne zainteresowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam takie dwie rodzinki: zumbową i salsową :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię poznawać nowych ludzi o podobnych pasjach i zainteresowaniach. Nie zawsze jednak można spotkać się z otwartością. Spore grono osób chodzi do klubu zrobić swoje i do domu (nawet nie tracąc czasu na prysznic czy ogarnięcie się) a część przychodzi w gronie znanych sobie osób i jak ktoś już tu zauważył, ignorują otoczenie zamknięci na siebie tylko i wyłącznie :). Mimo wszystko zawsze można kogoś poznać :).
    Co do golizny myślę, że to kwestia przyzwyczajenia i "oswojenia". Pamiętam, że tak samo byłam w szoku gdy się z tym pierwszy raz spotkałam :).

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP