kwietnia 10, 2015

Książka "Pyszna zmiana, czyli moje życie bez glutenu" Agaty Młynarskiej


Jak mówił pewien człowiek: "współczesne książkowe bestsellery przebywają zwykle na półkach księgarskich nie dłużej niż mleko i jogurty w lodówkach sklepów spożywczych". Od czasu książki o trenowaniu Roszkiewiczów i "życia aktywnie i zdrowo" z Anną Lewandowską, nie znalazłam ciekawej i wartościowej książki dla fanów fitnessu czy prozdrowotnego gotowania, która zasługiwałaby na miano "fajna, kurcze, fajna". O obydwu tych książkach możecie przeczytać na moim blogu. Zaś książki, nie tylko sportowe - a może właśnie te o sporcie, zdrowiu i gotowaniu najbardziej to dotyczy - ich wartość przed zakupem jest tak niemożliwa do zbadania, jak trafienie ulubionej liczby w maszynie losującej. A że nie da się do książki wejść, głupio przeczytać całą przed zakupem, a 5 minut nie wystarcza na zbyt wiele, to trudno znaleźć taką książkę, która po przeczytaniu spełniałaby wszystkie nasze oczekiwania, które budził w nas na początku widok okładki, tytułu i haseł reklamowych.

Książka Roszkiewiczów "Zostań swoim osobistym trenerem"
Książka " Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską"



Opowiem o książce Agaty Młynarskiej "Pyszna zmiana, czyli moje życie bez glutenu"
, którą "nabyłam drogą kupna" w Biedronce. Nie wiem czemu ją kupiłam - mówię od razu bez ogródek. Przypuszczam, że miałam dobry humor, żart żartu się klei i, jak to w kobiecym przypływie entuzjazmu wobec całej otaczającej rzeczywistości bywa dałam te paręnaście złotych i jest. Oczekiwałam chyba po prostu dobrej rozrywki do popołudniowej filiżanki zielonej herbaty. Majątku nie wydałam, ale na dlaczego sobie rozrywki nie odmówić?

Myślę, że "Pyszna zmiana, czyli moje życie bez glutenu" to biograficzna opowieść z życia urozmaicona opiniami lekarzy, gastrologów, dietetyczki i kucharza. Bądźmy szczerzy - Agata Młynarska swą osobą i barwnym dziennikarsko - celebryckim słowem przyciąga. W dodatku książka zawiera wiele celebryckich selfie i życiowych zwierzeń, które dodają całości autentyczności. Mimo, że ta pozycja literacka to banał, w pewnym momencie czytania myślisz: "wierzę Ci", "przeżyłaś i mówisz, opierając się na własnym przykładzie". Zaś eksperci sprawiają, że sądzisz: "dobrze, że mi się to nie przytrafiło", ale też "wiem już coś więcej niż przedtem", gdyż ich wypowiedzi podnoszą wartość merytoryczną tego kolorowego papierowego wytworu drukarni.




W sumie strony tej książki tak szybko mijają i są podzielone w kilkustronicowe rozdziały jakby książka była przepełniona felietonami, jakby była sklejonymi kilkoma gazetami w jedno (nawet cena się zgadza). Felietonami dziennikarki o bezpośrednim sposobie wypowiadania się, udekorowane zdjęciami z ciekawych imprez show biznesu. Normalnie high life! Potem, jak już pisałam, mamy trochę stron ekspertów, żebyśmy całkiem zgłupiali po lekturze nie pozostali.

Jako, że modne jest całe to sprawdź sam, Do It Yourself, przetestuj to zamieszczam fragmencik ze wstępu do książki Agaty Młynarskiej, który dobrze oddaje to, czego można się spodziewać:


 "To nie jest książka o kolejnej diecie cud. Chcę podzielić się z wami doświadczeniem, które zdobyłam przez ostatnie miesiące. Dzięki niemu zrozumiałam, że jedzenie to źródło naszego dobrego lub fatalnego samopoczucia - w zależności od tego, jak je traktujemy. (...) Zmagałam się z zaparciami, rozdętym brzuchem, bólami głowy i zmęczeniem. (...) Teraz wiem, że nie toleruję glutenu i laktozy. (...) Do dziś uważam, że miesiąc spędzony na oddziale gastrologii został mi podarowany po to, bym raz na zawsze zrozumiała, że to, co jemy i jak funkcjonujemy, ma decydujący wpływ na jakość naszego życia."
 



Teraz trochę o treści. Wejdźmy więc "z butami" w między strony. Warto przyznać, że Agata Młynarska wybrała dietę bez glutenu ze względu na zdiagnozowane choroby układu trawienia. Najpierw problem z woreczkiem żółciowym później okazał się nieswoistym zapaleniem jelita. Zatem nie ze względu na widzimisię, modę, polecenia, kreowanie trendu przekonała się do takiego sposobu odżywiania, a ze względu na nietolerancję glutenu, którą stwierdzili lekarze. Myślę, że to kluczowe. Tak należy traktować tę książkę - jak zwierzenia, opowieść o doświadczeniach.

Kończąc powiem, że "Pyszna zmiana..." to takie pocieszenie dla wszystkich chorych i nietolerujących gluten, którzy szukają przepisów dla siebie, i które będą równie smaczne, jak dotychczasowe jedzenie. Pocieszenie to także dla tych, którzy rozważają przejście na dietę bez glutenu, a którym nic nie dolega - że inni mają gorzej... ;)

Tym optymistycznym akcentem się z Wami rozstaję.
Na krótko. Do następnego postu. Bye!

PS: Ten mądry człowiek z początkowego cytatu to polski socjolog, Zygmunt Bauman, a zdanie - z książki "Sztuka Życia".


13 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis;-))
    Też ostatnio buszuję i nie mogę trafić na fajną fitnessową lekturę!
    Zastanawiam się nad ksiązką Ani Lewandowskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze znalezieniem ciekawej fitnessowej książki jest o tyle problem, że każdy ma różne oczekiwania, do tego dochodzi różny poziom zaawansowania oraz doświadczenia, przeszłość i przebyte różne rodzaje treningów. Dla jednego będzie nowością coś, co drugi już dawno słyszał :/ Dlatego jest tak kiepsko.
      Z tego co pamiętam, rozmawiałyśmy już na temat książki Ani Lewandowskiej, pod moim postem: http://positivefitlife.blogspot.com/2014/10/mam-ksiazke-anny-lewandowskiej.html

      Usuń
  2. Ja może nie konkretnie o książce, ale w pewnym sensie w nawiązaniu do jej tematu... Jestem przerażona rosnącą ilością osób, które mają problemy zdrowotne związane z nietolerancją niektórych składników pożywienia. Czasem aż strach patrzeć pod tym względem w przyszłość. Ale jest też plus całej tej sytuacji - a mianowicie rosnące, świadome podchodzenie do odżywiania. Mam nadzieję, że z roku na rok osób zwracających uwagę na to co jedzą będzie coraz więcej!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga i jak najbardziej w temacie. Ciekawa byłam, co sądzicie na temat odżywiania z wyłączeniem glutenu. :) Cała moja blogowa praca to tak naprawdę praca społeczna, na rzecz uświadamiania ludzi i uwrażliwiania ich na pewne tematy, by zwracali uwagę, na to co się je, jak ćwiczy i w jakim trybie życia żyje.

      Usuń
    2. A ja się często zastanawiam skąd te nietolerancje się biorą? Żywność wysoce przetworzona nam robi takiego psikusa? :(

      Usuń
    3. Nietolerancje, alergie... też się zastanawiam. Czasem myślę, że jest tyle czynników, że człowiek tego nie ogarnie :(

      Usuń
  3. myślałam o tej książce, po okładce samej zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam ta ksiazke w biedronce i jakoś mnie nie zaciekawiła, pomyslałam, ze kolejna znana osoba chce zarobić i pisze. Sama nie mam problemu z glutenem. Czytałam ostatnio ksiazke historia wewnętrzna, napisana przez lekarkę specjalistkę w gastrologii i ona twierdzi, ze obecnie mamy modę na nietolerancje, ze większość przypadków nie ma z nietolerancja glutenu nic wspólnego. Ludzie sie bardzo nakrecili na nią. . Fajna ksiazka polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podpowiedź o jeszcze innej książce. Myślę, że pogląd z wielu źródeł jest tutaj wskazany. W "pysznej zmianie" też są wypowiedzi gastrologa, nawet całkiem sporo. Uważam, że każdy ma coś ciekawego w tym temacie do powiedzenia, a samemu musimy skleić to w całość i wywnioskować werdykt, to komu zaufać i kto może mieć rację. Jak brzmi tytuł książki, do której nawiązujesz? "Historia wewnętrzna"?

      Usuń
  5. nie lubię tej pani.... chyba za dużo botoksu i dlatego mnie od niej odrzuca ;)
    Jeśli możesz to kliknij w link od płaszcza u mnie ;)
    http://www.panmalofel.com/2015/04/elegant-coat.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajna propozycja. Tak to czasem jest ze człowiek znajdzie przypadkiem perełkę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka jest wydana przez "celebrytkę", a nie profesjonalnego dietetyka. Gluten był w naszej diecie prawie od zawsze i jest potrzebny (w rozsądnych ilościach oczywiście) do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zdiagnozowaną nietolerancję ma ledwie 1% społeczeństwa. Rezygnowanie z niego "ot tak" z powodu panujących trendów jest co najmniej nieodpowiedzialne. Jeśli już ktoś na prawdę musi/chce z niego zrezygnować, wydaje mi się że nie obędzie się bez wizyty u dietetyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę powiedzieć tylko jedno: w pełni się zgadzam.
      Książka właśnie tego dowodzi. Jest to historia jednej osoby cierpiącej na tą przypadłość. Jest to przy okazji osoba publiczna i znana, czyni tę pozycję po prostu "atrakcyjną dla wydawcy" i prognozującą dużą sprzedaż. Po przeczytaniu dalej stwierdzam, że nie ma co przechodzić na taką dietę. Jest to po prostu historia, na podstawie której można czegoś się nauczyć i dość do wniosku, jakiego życia dla siebie nie chcemy.

      Usuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP