stycznia 14, 2015

Niepełnosprawni na siłowni

Pewien mężczyzna na siłowni... ale nie, nie, zacznijmy od początku. 

Trening kilka dni temu na siłowni był dla mnie wyjątkowy. Wyjątkowy pod wyjątkowym względem. Tak wyjątkowy, że musiałam to przemyśleć. Tak to przeżyłam, że postanowiłam jak najszybciej się z Wami podzielić tym, co zobaczyłam. Oczywiście nie chodzi o odbicie moich pośladków w lustrze...


Oto i  świeża historia:
Kiedy zmęczona, jak dziki koń, rozciągałam się na antresoli, nad salą do ćwiczeń na maszynach, zobaczyłam tego mężczyznę. Wcześniej przemknął mi przed oczami, kiedy na kilku metrach pod basketballowym koszem po piwocie naskakiwałam na dwutakt w ramach wyjątku w cardio. (Mam świadomość tego, że po zadaniu, które zaraz przeczytacie poleci mrukliwe "eee" i z kwaśną miną, bardziej interesowni i rządni sensacji, wyłączą przeglądarkę "bo nie było sceny rodem z filmu romantycznego".) To nie była scena romantyczna.

Otóż, człowiek na wózku ze sparaliżowanymi, najwyraźniej, nogami podjechał pod atlas. (Dla mniej wtajemniczonych wskazówka: też myślałam kiedyś, że atlas to zaprawa murarska, ale nie - to maszyna, na której ćwiczymy ramiona lub barki.) No i patrzę, co ten człowiek wyczyniał, a on przybliżał się powolutku do tego atlasu. On coś majstrował, a mi w tym czasie cisnęło się na usta pytanie: czy opłaca się człowiekowi niepełnosprawnemu płacić takie horrendalne kwoty dla pooddychania dusznym powietrzem siłowni? Od razu powstydziłam się tej myśli. Wyobraźcie sobie, jakie było moje zdziwienie i podziw, kiedy ten młody mężczyzna wciągnął się na ławeczkę i pochwyciwszy drążek, zaczął solidnie ćwiczyć? I naparzał na tym atlasie kolejne powtórzenia serie. Oddychał jak rasowy kulturysta. Ćwiczył z pasją, słowem, dawał czadu! ...Bo jakie człowiek z pasją sparaliżowany od pasa w dół może wykonywać ćwiczenia? Te nagle wydały mi się najbardziej odpowiednie.

Pomyślałam sobie, że stereotypowo myślimy, że każdy człowiek niepełnosprawny jest smutny, zahukany i popadł w depresję, a jeśli ktoś obraca się na wózku grając radośnie w koszykówce, to najwyraźniej jest ewenementem, albo stał się cud. Tak na prawdę nikt nie nauczył nas, jak reagować na opowiadane przez niewidomych żarty o niewidomych, ani nie wiemy czy osoba głucha nie jest rada, że nie słyszy złych i przykrych rzeczy, które mówią sobie ludzie. W mojej opinii każdy, nie tylko w swej niepełnosprawności, lecz też z chorobą musi sobie jakość radzić. Poradzić sobie musi z tym, co zastał. Przystosowuje się do otoczenia i do tego, co teraz ma. Dni mijają, jego życie też i trzeba żyć codziennie z takim zdrowiem, jakie się ma.

Przybijam temu panu przy atlasie piątkę! Znalazł sposób by ćwiczyć, bez wymówek i respektując własne możliwości!

Zdałam sobie sprawę dopiero kilka minut później, że sama z atopowym zapaleniem skóry też musiałam nauczyć się z tym żyć i sobie radzić. Wspominam to tak: dni z okiełznaną chorobą to były moje ogromne sukcesy w tamtym czasie, a porażki - widok litości w oczach innych. Tak na prawdę, kiedy zaangażujesz się w jakieś zajęcie to zapominasz o chorobie, tak jakby znikała na jakiś czas w ogóle. I zdałam sobie sprawę, że najbardziej brakowało mi w tamtych chwilach humoru. Tak, żartów z tego, co się dzieje, a nie biadolenia. Dochodziło do sytuacji, że cały stół moich towarzyszy potrafił dyskutować czym spowodowałam przyjście azs, czym zasłużyłam (przypis: azs jest głównie dziedziczone z pokolenia na pokolenie), a ja siedziałam cicho i patrzyłam na nich z wybałuszonymi gałami. Przegadywanie się innych, ich wymądrzanie, dlaczego spotkało mnie to było nie do zniesienia. Brakowało mi, że nikt ze mną nie usiadł i nie powiedział, "słuchaj, widziałam w promocji Twoją maść, która najbardziej Ci skutkuje, kupię Ci na urodziny maść", albo: "przyniosłam Ci próbki nowych kremów na atopię, ale są takie fajne, że sama zużyję." Mam nadzieję, że ludzie zaczną traktować ludzi, którzy zmagają się z jakimiś przypadłościami zdrowotnymi w sposób taki, jaki by sami chcieliby radzić sobie z taką przypadłością.

I jeszcze jedno. Po za świetnym zdrowiem - mam też rodzinny niedosłuch. (No ale, nie mam tego wypisanego na twarzy, jak azs, choć i to nauczyłam się ukrywać). Najbardziej boli to, kiedy na uczelni uczestnicząc w rozmowie nie dosłyszę czegoś, kiedy wszyscy usłyszeli i zapytam, poproszę o powtórzenie. Wtedy niektóre osoby myślą, że nie zrozumiałam wypowiedzi. Przewracają oczami, odpowiadając coś na odczepnego, myślą, że jestem głupia.

19 komentarzy:

  1. są ludzie i ludziska, ja sama mam w rodzinie osobę chora i powiem szczerze ze mało kiedy zdrowy zrozumie chorego, nie rozumiem ludzi którzy uwazają osoby niepełnosprawne maja w jakikolwiek inny sposób życ niż pełnosprawne,

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry post! Tak łatwo jest pozostać uprzedzonym... Szczególnie, że nasze społeczeństwo nadal jest mało tolerancyjne. Tym bardziej warto przyznawać się do swoich problemów i pokazywać, że można walczyć.
    Ja także cierpię na AZS, a także chorobę Hashimoto (prawdopodobnie istnieje związek między nimi). Nie ukrywam tego, choć mam dosyć "rad" osób nie mających pojęcia o tych schorzeniach. Nauczyłam się jednak cierpliwie słuchać bzdur, które mają do powiedzenia, bo jestem pogodzona z tymi przypadłościami - cieszę się z chwil remisji, a w chwilach zaostrzenia objawów - jestem gotowa do walki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty też jesteś z AZS'em. To jesteśmy już dwie, a nawet więcej. Wokoło dowiaduję się o coraz większej ilości osób cierpiących na to samo. O tej Hashimoto, przyznam się nie słyszałam, muszę się rozejrzeć i dowiedzieć. U mnie azs współwystępuje z alergiami siennymi.

      Widzę, że też choroba wiele Cię nauczyła. Mamy identyczne podejście :>

      Usuń
  3. Mądry post! To prawda, że każdy z nas dostał coś lepszego lub gorszego od losu i jedyne co możemy zrobić, to nauczyć się z tym żyć, akceptować to i nie poddawać się. Niestety tak to jest, że widząc niepełnosprawnego, ćwiczącego z pasją, po pierwszej fazie zszokowania, stwierdzamy że świetnie sobie radzi, ma super podejście i oby tak dalej. Szkoda, że nie jest to normalnością. Szkoda, że wiele ludzi zamyka się w domu i walczy samemu z chorobą, a często się poddaje. Pasje nadają życiu sens.. ;) A co do Twojego AZS, bardzo dobre podejście, oby tak dalej! :)

    Pozdrawiam,
    Ajwonkaa

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie, często wymyślamy sobie stos wymówek żeby nie robić "czegoś" i tak naprawdę marnujemy swoje możliwości. Tacy ludzie, niepełnosprawni, którzy są często bardziej sprawni i rozwinięci niż ci z nieograniczonymi możliwościami, mocno mnie zawstydzaja, bo czasem sama łapię się na tym, że przecież mogę a nie chce mi się.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, jak mówisz o zawstydzeniu. Ciekawa uwaga. To rzeczywiście zawstydza, gdy widzisz kogoś kto ma spore ograniczenia i mu wychodzi, a nam mimo wolności i braku przeszkód... potrzeba wciąż wymówek. Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę.

      Usuń
  5. Hm... ja mam bardzo chorą mamę, ale większość osób jak ją widzi, to nie chce w to wierzyć i słyszę komentarze, że to jakieś wymówki dla ułatwienia sobie życia. A moja mama po prostu stara się żyć normalnie mimo przeciwności losu.

    Ja mam nie fizyczny problem, ale mam stwierdzoną dysleksję i dyortografię, wiele razy słyszałam, że po prostu jestem nieukiem. I nikogo nie obchodziło, że obwiesiłam wszystkie ściany w pokoju regułkami ortograficznymi by mieć je cały czas w zasięgu wzroku, ani, że chodziłam 3 razy w tygodniu na specjalne zajęcia i się uczyłam by dogonić rówieśników. I może to niektórym wydawać się drobnostką, ale dla mnie to wieczna walka i to nie tylko w języku polskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo rozumiem Cię doskonale. Studiuję pedagogikę i dużo mówimy o dysleksji, dysortografii, dyskalkulii, dysgrafii itd.. Rzeczywiście może to może dokuczać i nieźle przytłoczyć. Powiem Ci, że wydaje mi się, ze to wynika z nieświadomości ludzi. łatwiej jest im powiedzieć, że są w czymś lepsi. Ostatnio na praktykach był hit - pewna nauczycielka w klasie miała 8 letnie dziecko, które miało ADHD, stwierdziła tak jakby był nienormalny "i widzisz, wiedziałam! dorobił się psychiatry!", bo tylko psychiatra prawnie może wydać orzeczenie, ale to nie znaczy, że jest psychicznie chory :/
      A na pocieszenie powiem, że mam znajomą, która ma dysleksje, a pracuje jako content manager, czyli jest odpowiedzialna za treść na stronie internetowej i fanpage'u sklepu z luksusowymi butami. Idzie jej rewelacyjnie! ;)

      Usuń
    2. No właśnie wystarczy chcieć!

      Co do nauczycieli to niestety trafiają się takie niewrażliwe przypadki :/ tylko mam wrażenie, że pomylili zawody

      Usuń
  6. kochana, również Cię obserwuję:* 122
    http://similarose.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Rzeczywiście jakaś magiczna liczba ;)

      Usuń
  7. Niesamowita historia! To wspaniałe, że na każdym kroku, przypadkiem możemy spotkać kogoś wyjątkowego, kto nas zainspiruje! Chciałabym mieć taką motywację do ćwiczeń jaką on ma. Cudowne! ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie mam nic do niepełnosprawnych. Normalni ludzie :). Tylko czasem nie wiem jak się zachować

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym, żeby siłownie były bardziej przystosowane właśnie dla takich ludzi, dla ludzi z pasją, którzy mają jedną przeszkodę więcej niż my. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To wszystko to same uprzedzenia. Uważam, że wszyscy mają prawo robić co tylko chcą i nikt ani nic nie powinno im tego zabraniać. ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Siłownie w ogóle nie są przystosowane. Denerwuje mnie, że nie ma podjazdów itp. O sprzęcie nie wspominam, bo część ogób nawet nie ma jak wejść do tych siłowni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Z reguły architekci budynków myślą, że do siłowni przychodzą ludzie nadzwyczaj sprawni.

      Usuń
  12. hej:) czy nosisz aparaty sluchowe? Jesli tak jak sobue dajesz rade na silowni z wypadaniem, potem itd. Dzieki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie noszę aparatu słuchowego. Aż takich dużych ubytków słuchu nie mam. Po prostu tylko w gwarze mam trudności z usłyszeniem rozmówcy i z dużej odległości wysokich tonów. ;> Dlatego na siłowni radzę sobie całkiem nieźle. Jest bardzo cicho ;)))

      Usuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP