grudnia 01, 2014

Podsumowanie listopada

Jestem jeszcze listopadowa. Mam w głowie wciąż jesienne flow. Melancholijne spacery zapełnionymi złotymi liśćmi przyklejającymi się do chodnikowych kostek i wirującymi przy podmuchach wiatru. Chłodem ciągnące parkowe ławki, mleczne od chmur niebo i poranne mżawki, które choć odbijają mi się katarem są przecież takim uroczym synonimem jesieni. Zupełnie nie jestem przygotowana na śnieg. Na przeraźliwe zimno jeszcze też nie.

Czas się przestawić na grudzień! Może ta zaskakująca kalendarzowa zmiana na ostatni miesiąc umykającego roku jest o tyle niekomfortowa, co niekomfortowy brak śniegu pod koniec listopada. Przypuszczam, że gdybym aktualnie znajdowała się w Australii czułabym się na letniej fali i w krótkich spodenkach hasałabym za koalą. Gdybym spędzała czas na biegunie mamrotałabym, że nie mam dość zapasów konfitury i czołgałabym się w śpiworowy kokon. W USA zapewne kibicowałabym sąsiadowi wyprowadzającego z garażu odśnieżarkę, a na południu Francji zbiegałabym wąską uliczką w cienkim płaszczu do pobliskiej restauracyjki na jakieś pyszne skarby Prowansji opatulając się jedwabnym szalikiem w nadziei uniknięcia wiatru. Ale nikogo by tam nie dziwił mój jesienny nastrój!

Żyję własnym życiem
i nie mam zamiaru gonić za czymś, czego nie czuję, co nie pozwala mi być sobą!

Listopad okazał się najszczęśliwszym miesiącem od czterech miesięcy. Każdy jest szczęśliwy, ale ten był wyjątkowo. Chwile spędzone z bliskimi i znajomymi to taki energetyczny kop do działania. Mówię Wam, że to świetny lek na stres i mimo, że to trochę stwierdzenie pod prąd - że niby lepiej robić coś dla siebie - chwile z bliskimi sprawiają, ze zyskuję dystans do wielu dręczących mnie spraw.

Minione 30 dni pełne były zumby. Miałam za sobą 6 zajęć. Trening siłowy odszedł lekko na drugi plan. Nadrabiałam go zaś czas licznymi spacerami i milionem spraw do ogarnięcia na głowie. Prowadziłam także urodzinki taneczne i tym razem byłam pod wrażeniem grupy - małe ośmiolatki wytańczyły wszystko. Wszystko!
 

Motywem tego miesiąca stało się gotowanie i wypieki, co pewnie dało się zauważyć w moich postach. Chwile spędzałam przy pysznych herbatach i książkach rozwijających umysł i swoje wnętrze. Wpadłam też na chwilę do pewnej naleśnikarni niedaleko uczelni, gdyż jeszcze nigdy w życiu nie miałam okazji pałaszować naleśników w luksusowej naleśnikarni. W ogóle rzadko jem naleśniki.


Listopad upłynął pod znakiem doświadczania życia rodzinnego, chwil w plenerze, na sali treningowej, dostrzegania tego, co na co dzień niedostrzegalne, czy też jak to ujęła autorka bloga Simplicite.pl - delektowania się. Dla mnie rolę tego słowa, takiego jak delektować, stanowi właśnie "doświadczać". Też napełniam go podobnymi znaczeniami. Doświadczanie według mnie to przeźywanie zdarzeń i chwil w peni tego jakie są, ze zdawaniem sobie sprawy z wrażeń zmysłów, z uczuciami, lecz także z myśleniem, włączoną autoanalizą. Myślenie umożliwia wyciąganie wniosków, uczeńie się, dowiadywanje się czegoś k świecie i o sobie. Bo kiedy człowiek nie myśli to tak na prawdę pozbawia się doświadczania. To tak jakby dostrzegał - ale nie widział.

11 komentarzy:

  1. Bardzo dobre stwierdzenie "nie mam zamiaru gonić..." zgadzam się z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to właśnie odkryłaś w tym poście. Nie gonię za niczym, czego sama bym nie poszukiwała. Żyję własnym rytmem to jest dla mnie bardzo ważne.

      Usuń
  2. Delektujmy się grudniem, bo jest się czym delektować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam takie zamiary co do grudnia :). Na spokojnie doświadczać wszystkiego i przyjmować wszystko z wdzięcznością i uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi się podoba! "Z wdzięcznością i uśmiechem" to świetna wartość :D Muszę sobie ją przypomnieć... ;)

      Usuń
  4. grudzień to grudzień, ma sporo urokliwych momentów, choć samej zimy nie lubię i już :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne podsumowanie miesiąca!

    OdpowiedzUsuń
  6. moim postanowieniem na grudzień też jest zwolnić tempo i nie gonić za niczym ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Żeby tylko grudzień dostarczył też wielu pozytywnych wrażeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Twoje słowa brzmią jak świetne życzenia :) Choć o pozytywne wrażenia w grudniu się nie martwię. Gorzej ze styczniem i lutym, kiedy czeka mnie sesja oraz kursy.

      Usuń
  8. w sumie grudzień to piękny miesiąc na swój sposób a na naleśniki miałabym chęć

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP