lipca 31, 2014

Mistrzostwa Europy i Afryki w wakeboardingu w Ostródzie

Jakiś czas temu wspominałam Wam o wydarzeniu z markami sportowymi i fitnessowymi w Warszawie. Wybierając się ze Śląska na północ zajechałam za daleko i nie dotarłam tam (oj! zła dziewucha, niedobra). Obiecałam Wam relację, więc dotrzymuję słowa - relacjonuję co działo się w tym czasie. Dałam się porwać spontanicznemu wypadowi na drugi kraniec Polski, by odwiedzić ukochane Morze Bałtyckie i popływać w Polskich jeziorach. Zamiast w stolicy znalazłam się w cudownej Ostródzie, na przyjemnych Mazurach.

W Ostródzie natomiast okazało się, że mamy jedyną w swoim rodzaju, niespotykaną okazję oglądać mistrzów, ekspertów i "de best of de best in Jurop", słowem najlepszych rozkmniaczy i lanserów na wakeboardzie. W dniach 17-19 lipca odbywały się tam bowiem Mistrzostwa  Europy i Afryki w wakeboardingu.
 
Uczucie ogromnie fantastyczne, móc obserwować niesłychane ewolucje, backflipy, rollsy, back side 180 i 360 oraz back packi jakich wiele z brzegu ostrodzkiego jeziora. A to wszystko za darmo, z niesamowitym widokiem i z każdej niemal strony i perspektywy. Duzi i mali, starzy i młodzi, hipsterzy i lansiarze - wszyscy prezentowali genialne triki. Każdemu dałabym złoty medal ;) Wśród finalistów był Polak, a młoda nasza juniorka zajęła 4 miejsce.

Wynajęliśmy sobie z moim towarzyszem serca rowerek wodny i wyjechawszy na sam środek mieliśmy miejsca "w pierwszym rzędzie" na tej niesłychanej imprezie. Teraz Wy macie szansę pooglądać niemal, jakbyście tam byli. Zdjęcia dla Was.
Zawody odbyły się w formule freestyle, czyli każdy zawodnik miał za zadanie wykonać przejazd trzymając za drążek po konstukcji składającej się z czterech połączonych linach na planie kwadratu. Tor przygotowany ze skoczniami i ślizganymi elementami wakeparku. Zawodnicy mieli za zadanie zaprezentować układ wykonany przy użyciu elementów wakeparku jak również odbicia z płaskiej wody. Wyczyniali to w niesamowity sposób. No, już prawie załapałam jak to zrobić z płaskiej wody... lecz tylko teoretycznie. O wyniku organizatorzy mówili, że decydowała trudność wykonywanych tricków, poprawność, styl wykonania oraz widowiskowość. Tego ostatniego na pewno nie brakowało! ;D

Tymczasem my, po jakże długim pedałowaniu na rowerku wodnym, udaliśmy się na sandacza z mulami na kus kusie pomidorowym, z sosem brokułowym. Osobliwe danie. Jak to stwierdziliśmy - najbardziej wykwintne z jakich jedliśmy, dlatego następnego dnia poszliśmy na schabowego ;D
 Obrazy pochodzą z własnego źródła oraz: naszaostróda.pl, ro.com.pl, pzmwinw-pl

3 komentarze:

  1. Piękny sport.. Bardzo spektakularny i widowiskowy. Narobił mi ten sandacz ochoty.. i apetytu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że sandacz zrobił smaka ;) W wakeboardingu mamy takie same zdanie ;)

      Usuń
  2. Łał, to musiało być świetne :) Sandacz wygląda bosko, choć na mule chyba bym się nie skusiła (takie moje prywatne widzimisie :P) ;D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP