września 27, 2013

Płaskie brzuchy szczerze

Będzie szczerze. Mam dla Was motywacje płaskimi brzuchami. Ale, żeby nie było tak klasycznie powiem, że... to nie ważne. Dlatego że każda z nas ma fantastyczny brzuch!

Ostatnio odkryłam, że nie warto przejmować się w każdej sekundzie wyglądem własnego brzucha i przede wszystkim wyrzucać sobie każde odstępstwo od planu ćwiczeń czy zjedzone ciastko! Od jednego nie urośnie nam mięsień piwny, choć cała lawina słodyczy - owszem. Tak więc na duży brzuch pracowałyśmy latami... Sama musiałam przejść pewne rozmowy z samą sobą i rozmowy z moją drugą połową. Nie mydlmy oczu - zdanie swojej drugiej połowy potrafi zmotywować, zdemotywować, uspokoić i dodać zmartwień. O maniach, reksjach i obsesjach w moim przypadku na szczęście nie ma mowy, potrafię zapomnieć o przejmowaniu się brzuchem. Lecz, gdyby ktoś zapytałby, która część ciała budzi moje kompleksy - sami wiecie - wskazałabym brzuch. Każdy ma słabości i każdy ma też... niedoskonałości. Kwestia innego nazewnictwa. Każdy z nas nie jest idealny. A kiedy wyobraziłam sobie, że jestem idealna... to nie byłabym ja. Mi niezwykle pomógł w zrozumieniu owszem mój partner, że to właśnie jest mój brzuch. Niczyj inny. Że owszem można polepszyć jego kondycję, ale ćwiczenia to ma być przyjemność przede wszystkim, a nie wyrabianie normy. Że od jednego ciastka nie utyję, ale jak dziennie będę przekraczać normę to... wtedy pogadamy.

Czytając coraz to więcej postów o zaburzeniach odżywiania bloggerek ogarnęło mnie dziwne uczucie. Głównie bezsilność. Wiele kobiet ma problem z zaakceptowaniem wyglądu swojego brzucha, lecz kiedy zaczyna coś z tym robić, bardzo często dzieje się coś odwrotnego. Sytuacja się pogarsza. Przybierają na wadze jeszcze mocniej. Poczucie winy rośnie z dnia na dzień. Dla mnie to zatrważające.

Inspirujące do przemyśleń była opowieść Karoliny na blogu Dzisiejsza Nadzieja.

Mimo to tchnę w dzisiejszego posta trochę piękna i delikatnej nadziei. Oto fotografie dla Was. Nieidealne. Nieklasyczne. Ludzkie.




2 komentarze:

  1. marzę o takim brzuchu i właśnie na niego pracuję :) ciekawy post i jak najbardziej zgadzam się, że jedno ciastko to jeszcze nic złego :) pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym widziała to wszystko co wiem dzisiaj to mam wrażenie, że choroba nie była by dla mnie tak ogromną porażką, za jaką dzisiaj ją uznaje. Bez zbędnego płaczu, wahań nastrojów, poczucia odrzucenia, izolacji, poczucia się ja margines społeczny. Gdyby tylko to wiedziała..A wszystko wydaje się takie proste - złota zasada: mniej żreć, jeść zdrowo itd, itp a jednak trudno wprowadzić to w życie codzienne, gdzie obawa o przyszłość, kolejne porażki paraliżuje mnie całą.
    Dziękuję bardzo, za odzew bo na takowy liczę od początku powstania bloga. Wiele dla mnie znaczą słowa czytelniczek a jeszcze więcej to, że skłoniło to was do refleksji i przedstawieniu swojego stanowiska w blogowym świecie. Dla innych może stać się to zbawienne..
    Ze skrajności w skrajność - tak właśnie postępuję większość, w tym oczywiście moja osoba..Paranoja, psychoza i wiele innych słów, które mogłyby zapisać zaburzenia odżywiania ale po co? Walczymy, walczymy do końca..
    Raz jeszcze DZIĘKUJE! :) Pozdrawiam, wpadaj do mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że jesteś i dziękuję za Twój komentarz. Każdy jest dla mnie na wagę złota.
Jest bardzo prawdopodobne, że do Ciebie zajrzę.

Spodobał Ci się blog ---> zaobserwuj!

Proszę, nie zostawiaj adresów do swoich wpisów i artykułów.
Pozdrawiam ciepło!
Ness

TOP